Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki.
Więcej informacji w Polityce plików cookies.

Historia

Na prośbę dyrektora Państwowego Pogotowia Opiekuńczego w Szczecinie, przebywający wcześniej w naszym mieście pastor Johannes Thimm przesłał listem z datą 31.07.1974 r. historię dzisiejszego budynku pogotowia, dołączając słowa serdecznego podziękowania w imieniu swoim i swojego syna za serdeczne i gościnne przyjęcie.

Jego ojciec, również pastor, doktor teologii Bernard Thimm, prowadził w budynku dzisiejszego pogotowia od 1887 do 1930 r. Ewangelicki Zakład Opiekuńczy Magdalenek istniejący wcześniej od 1881 r. i nieprzerwanie do r. 1945. Do 1908 r. był to zakład dla upadłych i podejrzanych dziewcząt w wieku 12-21 lat. Budynek stanowił własność radcy (Grundstuck des Connerzientrats) Johannesa Quistorpa, spełniając funkcję hotelu robotniczego.

 

 

W miarę przybywania "dziewek" dobudowywano skrzydła budynku, zwiększając ilość miejsc dla dziewcząt złapanych przez policję w Berlinie, Hamburgu i innych miastach portowych. Dziewczęta miały być w zakładzie wychowane na "porządnych i chrześcijańskich ludzi", wdrażane do systematycznej pracy, usamodzielniane życiowo.

Siostry zakonne pracujące w zakładzie dozorowały dziewczęta całą dobę. Nauczyciele uczyli czytać i pisać, a pastor B. Thimm-dyrektor, uczył religii i śpiewu. Uciekające z domu, wałęsające się, wpadające w ręce sutenerów, szukające "lekkiego chleba" dziewczęta znalazły tu opiekę i możliwość rozpoczęcia nowego życia.

Zakład był zamknięty, zapewniał stałą i dobrą opiekę. Brama była zamykana. Wdowa po pastorze, siostra przełożona Kathe wraz z kilkoma oddanymi zakonnicami wychowywały dziewczyny po chrześcijańsku, religijnie.

Pastor Bernard tak opisał scenę przyjęcia wychowanki do zakładu:

"...Jeżeli jakaś dziewka była przyprowadzona przez policję obyczajową z Berlina i dorożka konna zajechała przed bramę, otwieraną na dzwonek, jedna z sióstr przeprowadzała dziewkę w dwuznacznym stroju do biura zakładu, gdzie policjant sprawdziwszy jej personalia, zostawiał ją w zakładzie ..."

Dziewczynę natychmiast prowadzono do lekarza. W razie stwierdzenia choroby wenerycznej umieszczano ją w izolatce aż do wyleczenia. Dostawała ona "skromny, czysty, schludny i porządny ubiór, a włosy uczesano jej gładko."

Dziewczynę zdrową przekazywano do sypialni, gdzie przebywało 8-10 wychowanek zwracając natychmiast uwagę na zachowanie bezwzględnej dyscypliny, porządku oraz pracy i nauki wszystkiego, co w życiu potrzebne. W pierwszych trzech miesiącach powierzano wychowankom sprzątanie sal, jadalni, biura. Następnie musiały nakrywać do stołu, sprzątać i zmywać naczynia, uczyć się samodzielnego gotowania. Po tym okresie wychowanki były kierowane do pralni, która przyjmowała też brudną bieliznę z miasta. Uczyły się prania, cerowania, naprawy odzieży i prasowania.

Po ukończeniu nauki przenoszono dziewczęta na wieś, do rodzin rolników. Doiły tam krowy, karmiły kury, kaczki, pomagały w pracach polowych przy żniwach, nakładały obornik, pomagały w pracach domowych pracując w ogródku, przy uprawie warzyw, owoców i kwiatów. Były tam odpowiedzialne za prowadzenie gospodarstwa domowego.

Trwało to około 3 lat. Po upływie każdego kwartału odbywało się zebranie. Dyrektorowi zakładu składano sprawozdanie dotyczące zachowania i nauki każdej wychowanki. Pastor miał obowiązek odwiedzać dziewczęta w miejscu ich pracy. Zasięgał opinii u miejscowego pastora, rozmawiał z wychowankami, pytał je o ich problemy i o to jak są traktowane. Na końcu rozmawial z gospodarzami, u których pracowały. Jeżeli wychowanki spełniały nadzieję, obie strony były zadowolone, to mogły pozostać przy nowych rodzinach. Jeżeli zachowywały się źle, pastor zabierał je z powrotem do zakładu, gdzie przebywały do 21 roku życia. Za dobre zachowanie wychowanki były zwalniane z zakładu, za złe przejmowało je państwo i umieszczało w "domu pracy".

Dziewczyny, które otrzymały dobre wychowanie i nabyły umiejętności samodzielnego prowadzenia domu, często wychodziły za mąż na wsi, a wieśniacy prosili pastora o rękę wybranki. Było wiele szczęśliwych, udanych małżeństw. Wychowanki przychodziły z dziećmi i mężami do zakładu na uroczystości gwiazdkowe, przedstawiając się dawnym opiekunom i siostrom.

Wieś chroniła dziewczęta od pokus wielkiego miasta. Regularna, ciężka praca od godz. 8 do 12 i od 14 do 18, spokojne chrześcijańskie życie, wspólne poranne i wieczorne modlitwy, spowiedź co pół roku, nauka potrzebnych w życiu umiejętności, wdrożenie do umiłowania czystości i porządku, dały rezultaty o jakich dzisiaj, niestety nie możemy nawet marzyć. Po 25 latach pracy zakład uzyskał następujące rezultaty wychowawcze: 1/3 wychowanek bardzo dobrze funkcjonowała w społeczeństwie, 1/3 dobrze, a pozostałe odpadły, przejęło je państwo umieszczając w "domach pracy".

Od 1908 r. zakład, od imienia pierwszej przełożonej nazwano "Domem Henrietek".Służył dziewczętom ciężarnym, których było 120 w ciągu wielu lat, aż do chwili przejęcia rządów przez Hitlera. Później wiele dziewcząt było zatrudnianych w fabrykach. W 1930 r. 75 letni pastor Bernard Thimm złożył urząd w ręce patora Winnera, przełożonego ochronki dziecięcej w Finkenwalde. Zapełnił on wolne miejsca dziećmi chorymi, kalekimi i upośledzonymi umysłowo. Pracował "Dom henrietek" do roku 1945, aż do ukończenia wojny.